Moje WZW C: Po zakończeniu terapii trójskładnikowej…Drugi miesiąc po…

W notatniku tak opisałam ten czas:

Czuję się z każdym dniem coraz lepiej i jestem coraz bardziej silna. Rzadko już poleguję w ciągu dnia… Skóra na twarzy powoli wraca do normy… Najlepiej pomaga mi polecona przez moją panią doktor z „zakaźnika” maść zawierająca witaminę A… Tam gdzie skóra już się nie łuszczy jest bardzo delikatna… Wygląda na to, że cała terapia podziałała jak najlepszy peeling!... Muszę tylko bardzo uważać na słońce… młody naskórek jest bardzo na jego działanie wrażliwy… Jest dobrze… Prawie nie pamiętam ostatniego roku! Wiele przebytych nieprzyjemności już zatarło się w mojej pamięci… Jedynie na czyjąś szczególną prośbę opowiadam jak było omijając co bardziej „dramatyczne” szczegóły… Ale szczerze mówiąc nie lubię tego. I robię to bardzo rzadko. Chcę zapomnieć to co było niemiłe…

Pod koniec drugiego miesiąca po zakończeniu leczenia zrobiliśmy sobie z mężem krótki wypad „sentymentalny”. Kilka cudownych, pełnych wspomnień dni… Zmęczenie dość długą podróżą okupiłam „atrakcjami”, ale na szczęście trwały one krótko. I nie były istotne! Co tam… Najważniejsze było to, że odprężyłam się i zdystansowałam od „codziennego kieratu”… Ach, cóż za głupstwa: jakiego „kieratu”? Może tak odczuwałam to kiedyś, kiedy nie miałam sił na wiele prac… Teraz cieszyłam się każdym dniem, bo miałam coraz więcej sił… Jeśli mogłam chodzić i zwiedzać przez cały jeden dzień, drugi i jeszcze pół trzeciego… To było rewelacyjnie!
Trwa ładowanie komentarzy...